HI!
Olaboga! Jak ja dawno nie pisałam! Data pod ostatnim wpisem mnie przeraża ;O
Co u mnie? Stare dzieje :D Jakoś chyba nigdy nie było jakiś przełomów w moim życiu.
Mimo iż szłam dzisiaj do szkoły na 9:00 to i tak byłam nie wyspana. Oczywiście pierwsza matma, a jakbym nie miała dość zmartwień to się jeszcze kawałek spóźniłam, bo okazało się, że poprzednia lekcja była skrócona, co wiąże się z tym, że matma zaczęła się wcześniej. Brawo. Przez całą lekcję było sprawdzanie zadania domowego, z tego jedną trzecią lekcji ja stałam przy tablicy. Oczywiście! Jakżeby inaczej! Miałam to zadanie, ale mi się bardzo chciało to pamiętać, żeby móc to zrobić na lekcji. Ale okrąg jebłam. Na tablicy się nie zmieścił :D Już na samą myśl, że stoję obok gościówy z matmy panikuję. A ona cwaniakuje, bo w końcu zapamiętała moje nazwisko.
Druga, równie miła rzecz w szkole to kartkówka z chemii. Umiałam. Nauczyłam się. Byłam z siebie dumna, ze w ogóle coś kapuję. JEB! Dowaliła trzy zadania, w tym dwa na obliczanie i pisanie jakiś wzorów i to w 10min. Gdyby dała te 5min więcej -_-" No i pod koniec lekcji wzięła mnie do tablicy na pisanie jakiegoś wzoru, a ja nie ogarniałam co ta kobieta do mnie mówi.
A tak jeszcze nawiązując do WF'u. Masakra, ja tego nie ogarniam. Nie chodzi mi o ćwiczenia na lekcji tylko o pewną sytuację w szatni. Mam WF jeszcze z równoległą wiekiem klasą. I pewna dziunia, o której już wspominałam i której nienawidzę, przebierała się niedaleko mnie. Spokojnie się przebieram się spokojnie, obracam się, bo nie wiedziałam gdzie koszulkę rzuciłam a tu stoi dziunia- pół dupy na wierzchu. No ludzie! Trochę kultury! Ja nie mam zamiaru oglądać czyjegoś rowka. Tapety na twarzy ma z 1cm, cała wyperfumowana, a majtek nie potrafi podciągnąć. I żeby to chociaż pierwszy raz był, to może jeszcze bym zrozumiała, ale to się zdarza prawie za każdym razem. Eh... Może jestem zbyt niedojrzała na tę plastikową modę.
Ale mogło być gorzej! Przynajmniej lekcje były krótkie. A po południu było bosko! Od jakiegoś czasu razem z Mali i Sol chodzimy do takiego lasku, zagajnika czy nie wiem co to jest. Sprzątałyśmy tam, żeby na wakacje było już w miarę czysto. Jest tam stawek, a raczej bagno, do którego cała woda z rowu wpada xd A jak sami dobrze wiecie już od kilku(nastu?) dni są porządne mrozy. Przynajmniej w pobliżu Wrocławia. Jaki z tego wniosek? Tak, tak. Darmowe lodowisko! Na początku nie udawało mi się przemycać łyżew z domu, bo oczywiście rodzice mają oczy dookoła głowy i na dodatek potrafią patrzeć przez ściany. W końcu się jednak wkurzyłam i zażądałam, żeby ojciec poszedł tam ze mną i sprawdził, że tam można spokojnie się ślizgać. No i wyszło na moje! Już raczej nie ma obawy, że się zapadnę, albo, że utknę na krze (rodzice się za dużo TV naoglądali) w końcu lód ma ok. 30cm. Tak więc dzisiaj łyżwy w dłoń i na stawek. Fakt, że to nie to samo co prawdziwe lodowisko i że mamy tylko jedną parę łyżew na trzy osoby, ale i tak jest git! I swoją obecnością zaszczycił nas nasz kolega(?) Maniek xD Ale z niego przymulak, ale i tak nieźle było. I wcale tak nie zmarzłam!
O matko! Już dawno nie robiłam tak szczegółowej notki. Pewnie i tak nikomu się nie będzie chciało czytać. A co tam. WENA JEST KING KONGA! To chyba tyle na dziś. Muszę jeszcze z geo coś sobie powtórzyć. A w piątek na lodowicho! Whoooo! Dobra nie zanudzam was już.
Bye ;)
Co u mnie? Stare dzieje :D Jakoś chyba nigdy nie było jakiś przełomów w moim życiu.
Mimo iż szłam dzisiaj do szkoły na 9:00 to i tak byłam nie wyspana. Oczywiście pierwsza matma, a jakbym nie miała dość zmartwień to się jeszcze kawałek spóźniłam, bo okazało się, że poprzednia lekcja była skrócona, co wiąże się z tym, że matma zaczęła się wcześniej. Brawo. Przez całą lekcję było sprawdzanie zadania domowego, z tego jedną trzecią lekcji ja stałam przy tablicy. Oczywiście! Jakżeby inaczej! Miałam to zadanie, ale mi się bardzo chciało to pamiętać, żeby móc to zrobić na lekcji. Ale okrąg jebłam. Na tablicy się nie zmieścił :D Już na samą myśl, że stoję obok gościówy z matmy panikuję. A ona cwaniakuje, bo w końcu zapamiętała moje nazwisko.
Druga, równie miła rzecz w szkole to kartkówka z chemii. Umiałam. Nauczyłam się. Byłam z siebie dumna, ze w ogóle coś kapuję. JEB! Dowaliła trzy zadania, w tym dwa na obliczanie i pisanie jakiś wzorów i to w 10min. Gdyby dała te 5min więcej -_-" No i pod koniec lekcji wzięła mnie do tablicy na pisanie jakiegoś wzoru, a ja nie ogarniałam co ta kobieta do mnie mówi.
A tak jeszcze nawiązując do WF'u. Masakra, ja tego nie ogarniam. Nie chodzi mi o ćwiczenia na lekcji tylko o pewną sytuację w szatni. Mam WF jeszcze z równoległą wiekiem klasą. I pewna dziunia, o której już wspominałam i której nienawidzę, przebierała się niedaleko mnie. Spokojnie się przebieram się spokojnie, obracam się, bo nie wiedziałam gdzie koszulkę rzuciłam a tu stoi dziunia- pół dupy na wierzchu. No ludzie! Trochę kultury! Ja nie mam zamiaru oglądać czyjegoś rowka. Tapety na twarzy ma z 1cm, cała wyperfumowana, a majtek nie potrafi podciągnąć. I żeby to chociaż pierwszy raz był, to może jeszcze bym zrozumiała, ale to się zdarza prawie za każdym razem. Eh... Może jestem zbyt niedojrzała na tę plastikową modę.
Ale mogło być gorzej! Przynajmniej lekcje były krótkie. A po południu było bosko! Od jakiegoś czasu razem z Mali i Sol chodzimy do takiego lasku, zagajnika czy nie wiem co to jest. Sprzątałyśmy tam, żeby na wakacje było już w miarę czysto. Jest tam stawek, a raczej bagno, do którego cała woda z rowu wpada xd A jak sami dobrze wiecie już od kilku(nastu?) dni są porządne mrozy. Przynajmniej w pobliżu Wrocławia. Jaki z tego wniosek? Tak, tak. Darmowe lodowisko! Na początku nie udawało mi się przemycać łyżew z domu, bo oczywiście rodzice mają oczy dookoła głowy i na dodatek potrafią patrzeć przez ściany. W końcu się jednak wkurzyłam i zażądałam, żeby ojciec poszedł tam ze mną i sprawdził, że tam można spokojnie się ślizgać. No i wyszło na moje! Już raczej nie ma obawy, że się zapadnę, albo, że utknę na krze (rodzice się za dużo TV naoglądali) w końcu lód ma ok. 30cm. Tak więc dzisiaj łyżwy w dłoń i na stawek. Fakt, że to nie to samo co prawdziwe lodowisko i że mamy tylko jedną parę łyżew na trzy osoby, ale i tak jest git! I swoją obecnością zaszczycił nas nasz kolega(?) Maniek xD Ale z niego przymulak, ale i tak nieźle było. I wcale tak nie zmarzłam!
O matko! Już dawno nie robiłam tak szczegółowej notki. Pewnie i tak nikomu się nie będzie chciało czytać. A co tam. WENA JEST KING KONGA! To chyba tyle na dziś. Muszę jeszcze z geo coś sobie powtórzyć. A w piątek na lodowicho! Whoooo! Dobra nie zanudzam was już.
Bye ;)
08.02.2012 o godz. 21:26




Tylko szkoda, że nie mam na to zbytnio czasu. :((